piątek, 18 grudnia 2015

ROZDZIAŁ 3


      "Podobno świat nie akceptuje innych,            a przecież każdy jest inny"


- Veronica!!! - Oho... Coś się dzieje, skoro matka mnie woła...
-Taaaak?
-Na dół! - Szybko biegnę po schodach.
-Nom? -Widzę moją mamę, która stoi zmartwiona po środku kuchni. W śmiesznym fartuszku, cała w mącę.... Pewnie piecze ciasto na niedzielę. Kuchenne światło odbija się w jej jasnych blond włosach, w zwykle wesołych, zielonych jej oczach jest niepokój. Szybko wyciera ręcę w fartuch. "Pewnie czas na wpierdol" cholera jesna odwal się już.
- Pani Birdway do mnie dzwoniła. Jest bardzo zmartwiona twoim zachowaniem w ostatnich dniach. - Ojej... I się zaczyna...
-Mamo, nic się nie dzieje, jest w porządku, wszystko OK. Jak zawsze. - uśmiecham się i próbuję wziąć kawałek czekoladowego ciastka.
-Veronico Sophie Jay, zostaw te ciastka!
-Ale mamoooo...
-Najpierw powiedz mi co się dzieje.
-Ale przecież mówię, że nic się nie dzieje.
-Gdyby nic się nie działo, nauczycielka nie dzwoniłaby do mnie!
-Nie krzycz na mnie!
-Nie krzyczę!
-Owszem!
-To powiedz mi co się dzieje!
-Nic!
-Przecież widzę! Co robię źle?!
-Gdyby tata tu był, wszystko byłoby dobrze! -
Mama szybko wciągnęła powietrze przez nos. -O nie... Powiedziałam to?
-Veronica...
-Przepraszam. Nie chciałam tego powiedzieć... Mamuś. - podeszłam do mamy.
-Veronica... Weź ciastko i idź na górę. Odrób lekcje, w poniedziałek macie sprawdzian z geografii. Obiad będzie za 40 min...
-Mamo...
-Proszę. Idź na górę. - Ze łzami w oczach pobiegłam po schodach. Jedno słowo. "Kurwa"



- Dobra, jeszcze raz, na spokojnie, ale teraz czas na przerwę, bo z tobą nie wytrzymam.
- Tak, dzięki. Hej, a czy my no wiesz... Em... Możemy no wiesz z ludzkimi kobietami... No... Ekhem...
- Jesteś prawdziwym idiotą Styles.
- A czy ty..
- Nie chcę o tym gadać ok, a już na pewno nie z tobą.
-Ok.... Stary.... Spoko, luz - powiedziałem szczerząc zęby.
-Zamknij się żółtodziobie.
-To co dziś będziemy robić? Wysysać krew z sarenek, łamać kości ptaszków, a może ruchać króliczki?
-To nie playboy Styles. - warknął Zayn.
-Ale może być, nieprawdaż? Trzeba tylko znaleźć jakiegoś puszystego, różowego króliczka i...
-Styles, morda w kubeł. OK?
-Nie widzę w okolicy żadnego, więc Sorki mamorki, ale nope.
-Kurwa Styles. Nie udawaj idioty.
-Jaaaa? Ależ o czym ty mówisz? - Zayn popatrzył się na mnie spode łba.
-Skup się udający-idiotę-idioto. Jutro jedziemy do miasta. Cywilizowanego miasta z normalnymi ludźmi, którzy mają normalne rodziny i jedzą normalne żarcie. Kumasz?
Po raz pierwszy się zamknąłem. Do ludzi? Tak dawno między nimi nie byłem. Ciekawe jak to się wszystko pozmieniało...
-Nie wolno Ci polować na ludzi, nie zwracaj na siebie uwagi i nie zawieraj znajomości z "normalnymi".
- Dlaczego?
- Bo z doświadczenia wiem, że to zawsze się źle kończy...
- Z doświadczenia?
- tak.


_____________________________________________

No heej :) jak wam się podoba? Noo i mam do was pytanie, ale proszę, aby KAŻDY NAPISAŁ SWOJE ZDANIE W KOMENTARZU. Więc, chodzi o to, czy rozdziały mają być czesto i krótkie, czy powiedzmy raz w tygodniu, ale długie? Dobrze więc piszcie. Miłego dnia/nocy. Trzymajcie się i się nie puszczajcie, pa :)


czwartek, 17 grudnia 2015

ROZDZIAŁ 2


"Owszem, każdy ma wady, ale dla ciebie to twoje powinny być najgorsze"


- Dobrze... Tak wię myślę, że narazie jest pani pierwsza na liście chętnych do pracy. Proszę jednal pamiętać, że nabór trwa do końca tygodnia, więc skontaktujemy się z panią w najbliższy poniedziałek.
- Dziękuję. Dowidzenia.
- Dowidzenia - Jeest. Mam to. Ta praca będzie moja. "Koleś po prostu poleciał na twój tyłek. Jeszcze się przekonasz jaki może być zdesperowany."  Czy ty na prawdę nie możesz się cieszyć z mojego sukcesu razem ze mną chociaż raz? "Nie" Tak, dzięki. Więc, skoro praktycznie mam już tą pracę to... "Pamiętaj, że tylko praktycznie" yh.... To mogę iść spokojnie do domu. A może za parę miesięcy będę miała swój własny dom? Przecież to już ostatni rok szkoły, należałoby się w końcu ogarnąć. "Tak bardzo żałosna..." Boże, czym ty tak właściwie jesteś co? "Oh kochana, jestem twoim głosem wewnętrznym, który po prostu sprawia, że stajesz się jeszcze bardziej żałosna, niż jesteś" Jesteś okropna "okropny". Super, mój głos wewnętrzny jest facetem. Normalnie ekstra....

- Ok, więc ludzie widzą nas jako normalnych śmiertelników. Tylko pamiętaj Styles, że prawdziwy wampir nigdy nie zabiłby człowieka. Jedynie zwierzęta. Rozumiesz, gdyby ktoś zobaczył piwiedzmy swoją córkę z dwoma śladami zębów na szyi, to wszystko by się wydało. Dlatego też nie latamy w Londynie, tylko i wyłącznie w Bradfort. Aha, no i żadnych wampirzych podtekstów. Wszystko jasne, czy mam ci wysłać pocztą wersję papierową. - Zastanawiam się, czy on wie, że ja nie potrafię wyssać krwi, a co dopiero latać. - Oczywiście, że wiem.
- Co? Jak ty to zrobiłeś?
- Nie jestem w tym świerzy. To bardzo proste. Po prostu musisz wczuć się w to co chcesz zrobić i skoncentrować całą swoją energię na postaci, której myśli chcesz odczytać. No, spróbuj odczytać moje. - On sobie żartuje?
- Um... Ok. - Dobra, musi ci się udać Styles, to nie może być takie ciężkie. Chwila skupienia i.... "I tak mu się nie uda, jest kompletnym zerem." - Ej! Nie jestem zerem! Jestem po prostu świerzy w tym wszystkim. Ciekawy czy ty wszystko potrafiłeś na początku.
- Ja już nie pamiętam "początku". Kolego, mam ponad 1000 lat. Jesteś dla mnie tak ogromnym gówniarzem... I proszę przestań się już uśmiechać, bo te twoje zarodki kłów mnie irytują.
__________________________________________

I jak? Piszcie koniecznie co o tym myślicie :) i tak, piszcie też krytykę, ale uzasadnioną. Jednak mam nadzieje, że rozdział wamnsię podoba i ktoś na reszcie skomentuje. Aha, parzypominam, że ba samym dole bloga jest ankieta, w której możecie oddać swój głos, pomimo, że to 2 rozdział, ale po prostu chcę wiedzieć, czy prowadzenie tego ma sens :) miełego dnia/nocy. Trzymajcie się i się nie puszczeajcie, pa :)

ROZDZIAŁ 1


"Pamiętaj, że aby przezwyciężyć strach, musisz najpierw go mieć"

Zadzwonił dzwonek, co oznaczało tylko jedno - rozmowa z panią Birdway.
-Veronica, czy możesz mi powiedzieć, co się ostatnio z Tobą dzieje?
-Nic się nie dzieje, proszę pani. Ja po prostu...
-No właśnie. Po prostu co? Codziennie spóźniasz się na pierwsze lekcje, jak już na nich jesteś, to myślami błądzisz zupełnie gdzie indziej.... Chcesz o tym porozmawiać? - Dokończyła swój monolog. Tak... Właśnie o tym marzę kobieto...
-Nie, naprawdę nic mi nie jest.
-Ciężko mi w to uwierzyć, ale skoro tak uważasz to możesz już isć. Ale jeśli jednak...
-Tak, tak. Pani dowie się pierwsza. Dowiedzenia! "Przyznaj się nie cierpisz tej baby" Matko, co się ze mną dzieje.... Mam ochotę kłócić się z głosem w mojej głowie. "Może dlatego, że jesteś żałosna" Przestań! Zamknij się już! Dobra... Co ja robię. Czas już iść postarać się o tą pracę, bo całe życie nie bedę na utrzymaniu rodziców.
Ok. Już jestem. Czas na podbój Starbucksa!
-Witam. W czym mogę pomóc? - całkiem miły ten sprzedwca. "Gówno prawda. Po prostu chciałabyś, żeby Cię..." Przestań! Nie teraz! Ja na serio chcę tą pracę! Masz się uspokoić w tej chwili! "Uuuu... A jak nie to co?" prooooszę.


- Dobra, więc tak,  musisz najpierw wypatrzeć, gdzie jest ta pulsująca żyła. Co prawda, powinienem powiedzieć ci co dalej, ale myślę, że nie jesteś taki głupi i się domyślasz. Więc patrz. - zakończył Malik, po czym wbił się zębami w sarnę.
- O Boże...
- Wymiękasz?
- Ja? Nie... Teraz moja kolej.
- Proszę bardzo, tylko nie popuść chłopczyku.
- Pff... - Dobra, przecież nie jestem dzieckiem, tylko wampirem. Poradzę sobie. Ok, no to sorry mała, ale jak tego nie zrobię Zayn mnie znienawidzi jeszcze bardziej... Już tak blisko... No nie dam rady. Pierdole to.
- Wiedziałem, że nie dasz rady. Jesteś żałosny Styles.
- Ja nie mogę...
- To było do przewidzenie. Dobra, póki co, będziesz wciskał w siebie kupną tandetę, ale to cię nie ominie.

środa, 16 grudnia 2015

PROLOG

" Możesz uciekać przed przyszłością, ale przeszłości już nie unikniesz"



- Veronica, czy możesz powtórzyć to, co powiedziałam? - Złapana na gorącym uczynku...  "Znowu"
- Em... Przeprszam, ale chyba się zamyśliłam.
- Chyba na pewno.
- To się więcej nie powtórzy.
- Mam taką nadzieję, jednak proszę, zostań chwilę po lekcji, dobrze?
- Dobrze... - No nie kobieto, nie teraz. " Spóźnisz się i cię nie przyjmą. Było uwarzać, a nie marzyć". Boże, proszę usuń z mojej głowy ten irytujący głos ... Obiecuję, że jeśli jeszcze raz coś do mnie powie coś sobie zrobię.


- Harry, czy możesz się kurwa pośpieszyć? - Warknął Zayn, więc zgarnąłem torbę i w "mgnieniu oka" znalazłem się przy nim.
- Nie jesteś już szczeniakiem Styles, więc przestań się zachowywać jakby było inaczej.
- A czy nie uważasz, że to ekscytujące być kimś takim jak my?
- Nie, uważam, że jeszcze trochę i nas wydasz, a wtedy ktoś zapierdoli nas jakimś karabinem.
- A czy my nie jesteśmy nieśmiertelni?
- To był przenośnia głąbie....

_________________________________________________

Ok.. Także mamy prolog i mam nadzieję, że wam się podoba tak samo jak mnie :) Mam nadzieję na parę pozytywnych komentarzy, bo pomimo tego, że prolog jest krótki, to raczej jest ciekawy. Więc piszcie mi co o tym sądzicie. Miłego dnia/nocy, trzymajcie się i się nie puszczajcie, pa :)



KILKA SŁÓW WSTĘPU :)

No hej :) Cóż, postanowiłam założyć tego bloga z natchnienia. Tak, to był skrót myślowy, bo tak na prawdę chodzi o to, że już trochę się przygotowywałam na otworzenie go i nareszcie, wiem już o czym będzie, w głowie mam już wszystko poukładane i rozporządzone, więc wystarczy przelać na komputer i powstanie coś, co mam nadzieję, że się wam spodoba :)

Ok, więc ogólnie opowiadanie będzie o Harrym z 1D, ale pozostałych członków zespołu tutaj nie zabraknie. Główną bohaterką będzie Veronica Jey, ale o tym więcej w nowych rozdziałach :) Mam serdeczną nadzieję, że spodoba wam się moje twórczość, ponieważ jest to mój 3 blog, który mam właśnie zaszczyt wam przedstawiać.

Pierwszy rozdział powinien pojawić się w tym tygodniu, ponieważ nauczona na swoich błędach wiem, jak bardzo ludzie nie lubią czekać, więc czekajcie cierpliwie.  Miłego dnia/nocy. Trzymajcie się i się nie puszczajcie :)